Odbyło się w czwartek, 25 czerwca z cyklu spotkań z Magdą Olszewską, która tym razem postanowiła opowiadać legendy związane z Górami Izerskimi. Przypomniała słuchającym, że dopiero pod koniec XIX wieku przewodnicy zaczęli nazwę Gór Izerskich używać, gdyż wczesniej używano nazwę jedną – Karkonosze. Kiedy narodził się zawód przewodnik, to zaczęto też odkrywać Góry Izerskie, badać ich faunę, florę, minerologię, a przede wszystkim penetrować tereny, tajemnicze lasy, potoki, źródła, podziwiano śmiałków, którzy wędrowali, aby w końcu się osiedlić. Wiele zjawisk było dla nich niezrozumiałych, długie wieczory, sprzyjały opowieściom, które powtarzano dodając ciągle nowe szczegóły, tak powstawały legendy, baśnie, już nie tylko związane z silnym złośliwym starym – Duchem Gór.
Najstarszą legendą jest opowieść o „Nocnym Myśliwym”, w tym jest historia założyciela Gross – Iser – o myśliwym Thomasie, który próbował strzelić do nowego myśliwego, lecz nagle w drgawkach padł na ziemię i zmarł „Nocny myśliwy” miał kiedyś przepędzić z okolicy Hain drzewne nimfy, które miały moc rzucania czarów i były złośliwe, jednak to się nie udawało, gdy któryś z nich siadał na pniu ściętego drzewa, a przy wycince drwal powiedział „Z Bogiem” to „Nocny Myśliwy” nie mógł już nimfom nic złego uczynić.
„Nocny myśliwy” wysoko w górach się ukrywał, wędrował, którzy go widzieli siedzącego lub leżącego na skałach opowiadali, że ubrany był jako leśniczy , chudy, lekko przygarbiony, a pod prawą pachą trzymał swoją głową, towarzyszyły mu zawsze dwa psy, pewnego dnia w gęstej mgle podążał do domu, młody mężczyzną nagle przed nim stanął, nocny myśliwy spytał, co mówią o nim ludzie ze wsi. Mężczyzna przerażony, nie stracił jednak głowy, odpowiedział mu, że ludzie tylko dobrze mówią o nim i martwią się, że ich nie odwiedzą, „Nocny myśliwy”, zadowolony z usłyszanych wieści pozwolił mężczyźnie nazbierać tyle drzewa, ile tylko zdołał unieść.
Dawni mieszkańcy Gór Izerskich umilali wieczory legendami, które straszyły i wywoływały dreszcze. Taka była też opowieść o Wodniku z Gross Iser, z torfowisk, płatającego figle, a potrafił nawet wędrowców sprowadzić do bagien i torfów, a był to niewysoki człowieczek, ubrany w kurteczkę z pasem i szpiczastą czapeczkę, a ubranie jego było czerwone, niczym płomienie ognia.
Okryty legendą jest Zamek Wieczorny ( grupa skał zwana Zwaliskiem) blisko niego jest tzw. „Narzeczeński kamień” ze swoją tragiczną historią, ale jak to jest w legendach, jest w nich ziarenko prawdy. Na zakończenie spotkania MagdaOlszewska opowiedziała własnego pomysłu legendę o Flinsie i jego córkach, która otrzymała brawa, a my słuchający zapewnienie, iż to było nie ostatnie spotkanie, po wakacjach we wrześniu następne wykłady.